Ślepnąc od świateł - HBO Polska · Playlist · 30 songs · 9.4K likes. Preview of Spotify. Sign up to get unlimited songs and podcasts with occasional ads. Study with Quizlet and memorize flashcards containing terms like gritty account of sth, seductive details, sunk cost and more. music video from "ŚLEPNĄC OD ŚWIATEŁ" / "BLINDED BY THE LIGHTS" (2018) directed and co-written by Krzysztof Skonieczny based on the book by Jakub Żulczyk mus Listen free to Mirt – Ślepnąc od świateł. Discover more music, concerts, videos, and pictures with the largest catalogue online at Last.fm. See more of Ślepnąc od świateł on Facebook. Log In. Forgot account? or. Create new account. Not now. Related Pages. MIODOWE LATA. TV show. Ultraviolet. TV show. w reżyserii Krzysztofa Skoniecznegoscenariusz Jakub Żulczyk i Krzysztof Skoniecznyna podstawie powieści Jakuba Żulczyka o tym samym tytuleTaki tam zbitek sce Wayne Murray & Timothy Fleet & Lana McDonagh - Nightfall (Ślepnąc od Świateł Soundtrack S01E03)Download: https://soundcloud.com/piotr-mazurowski-377733633/w Opis konkursu. Konkurs trwa w dniach od 31 lipca do 25 sierpnia 2023 r. w paśmie "Poranek Dwójki" w godz. 7.00-10.00. Podczas audycji zostanie zaprezentowany rebus dźwiękowy. Zadaniem słuchaczy jest zatelefonowanie (pod numer 22 645 22 22) i udzielenie poprawnej odpowiedzi. Wygrywa osoba, która dodzwoni się i udzieli jej jako pierwsza. Sięgając po powieść "Ślepnąc od świateł", również eksplorującą mroczne rejony ludzkiej natury, spodziewałem się podobnie pozytywnych wrażeń. Tym bardziej, że motyw dilera kokainy, relacjonującego swoje doświadczenia i przemyślenia z kilku kolejnych dni, wypełnionych dramatycznymi wydarzeniami, to pomysł bez wątpienia ŚLEPNĄC OD ŚWIATEŁ - ROBERT WIĘCKIEWICZ i KAMIL NOŻYŃSKI. DEPRESJA NA BASENIE. Zacznij wspierać ten kanał, a dostaniesz te bonusy:https://www.youtube.com/cha 2vGSN4k. Tydzień z życia warszawskiego dilera opowiada o niczym. A Skonieczny z Żulczykiem i tak zrobili ze „Ślepnąc od świateł” najlepszy serial tego czym to jest? Chodzę i pytam każdego, kto widział już Ślepnąc od świateł. Od życzliwych słyszę, że zdjęcia piękne, że dzieło eksperymentalne, że takiego serialu jeszcze nie było. I już niemal obowiązkowe: jak na Polski serial, zajebiście! Nieżyczliwi mędzą o drewnianym głównym bohaterze, dziadowskim udźwiękowieniu, a ci bardziej świętoszkowaci dodają jeszcze coś o wulgarności. Odpowiedzi na pytanie „O czym to jest?” jeszcze nie usłyszałem. HBO odpowiada jednym zdaniem: „Perfekcyjnie poukładane życie dilera kokainowego Kuby zmienia się w chaos, gdy z więzienia wychodzi Dario, gangster starej daty”. I to w zasadzie jest pełna odpowiedź. O tym to jest – o niczym więcej ani mniej. Taka mikrohistoria. Skonieczny z Żulczykiem rozciągnęli to jedno zdanie na osiem godzinnych odcinków i jakimś cudem udało im się wyprodukować coś naprawdę oryginalnego – dobry polski serial. Opętanie na ścianie Ślepnąc od świateł to labirynt. Podróżować można przez niego w różnych płaszczyznach. Można dzień po dniu, godzina po godzinie podążać za przewodnikiem, głównym bohaterem, dilerem Kubą, i zwiedzać kolejne kręgi warszawskiej nocy napędzanej kokainą, mefedronem, hipsterską muzyką, pędem do władzy i blaskiem fejmu. Można sobie wydrukować tabloidy z ostatnich pięciu lat, siąść ze znajomymi, którzy pamiętają warszawskie legendy, i rozplątywać zgęszczone postaci, miejscówki i wątki tej powieści z kluczem. Nie zdziwiłbym się, gdyby za chwilę dostępne były wycieczki po stolicy śladami Kuby, Jacka, Stryja i Paziny. Wreszcie można użyć do czegoś tych nazbieranych dyplomów z filmoznawstwa, historii sztuki, kulturoznawstwa i innych ubogacających studiów nad światem, żeby odkodować intertekstualne popisy twórców. Serial jest napakowany odniesieniami do tekstów kultury jak bicki gości wysiadujących na tyłach klubu go-go w jednym z odcinków. Skonieczny cytuje kino, literaturę, telewizję, brukowce – czasem wprost, czasem na chama, a czasem tak się nacytuje, że cytuje już samego siebie. Nawet nie próbuje obudować oczywistych inspiracji Żuławskim, Windingiem Refnem, Gomorrą, czy Sin City jakimś kamuflażem. Żeby było bardziej wprost i celniej między oczy, wiesza w jednej ze scen (piękny zresztą) plakat z Opętania Andrzeja Żuławskiego. I trzeba przyznać, że jest coś imponującego w tej artystycznej bezczelności i autentycznej erudycji. Andrzej Żuławski – po dzikiej stronie wyobraźni czytaj także O dziwo, ta żonglerka stylami, gatunkami i konwencjami nie kończy się filmowym grafomaństwem. Skoniecznemu udaje się zgrać orkiestrę złożoną z debiutujących naturszczyków i aktorskich gigantów, przepleść mocną klubową łupankę Chopinem, a rapsy – Poznańskimi Słowikami. Dla tych, co jeszcze nie widzieli, zaznaczę, że mówimy tu o hybrydzie kryminału noir, thrillera, horroru, baśni, a przez krótką chwilę nawet musicalu. Spójność tym popisom Skoniecznego zapewniają mistrzowskie zdjęcia Michała Englerta, który nie jest chyba wystarczająco komplementowany w niesłabnących zachwytach nad Ślepnąc od świateł. Englert pokazał przy pracy nad filmami Szumowskiej, że potrafi zdjąć kadry romantyczne i ciepłe, a teraz udowodnił, że zadanie dokładnie odwrotne nie jest dla niego żadnym problemem. Ujęcia idyllicznej wsi z W imię i zdjęcia grudniowej, bezlitosnej Warszawy ze Ślepnąc od świateł robią tak samo dobre wrażenie. Mefistofeliczny Dario Skonieczny wystawia na jednej scenie pierwszoligowych aktorów i debiutujących naturszczyków. O ile jednak nawet krytycy serialu piszą z uznaniem o Janie Fryczu wcielającym się w diabolicznego Daria, to decyzja o obsadzeniu Kamila Nożyńskiego w głównej roli dilera Kuby nie znajduje już tak szerokiego zrozumienia. Łysy, podstarzały Dario wychodzi po latach z zakładu karnego i robi gnój w świecie, który poukładał się bez niego. Gangster ze starej szkoły korzysta ze swoistego immunitetu i decyduje się pokazać, że coś jeszcze znaczy w mieście. Chowa się Hannibal Lecter, chowa się czarny charakter z To nie jest kraj dla starych ludzi, chowają się wszyscy psychopaci przepytywani przez policjantów z serialu Mindhunter, kiedy Jan Frycz cedzi frazy Daria. Zaraz za Fryczem tłoczy się cały aktorski zespół, który zasługuje na pochwały. Marta Malikowska jako Pazina, przyjaciółka głównego bohatera, poddańczo od niego zależna. Robert Więckiewicz czyli Jacek, szef Kuby i najważniejszy gracz w przestępczym światku stolicy. Nawet Cezary Pazura, który ostatni poważny aktorski ślad zostawił chyba w poprzednim stuleciu, wchodzi tutaj gładko w różowy garnitur odpychającego celebryty. Chabior i Lubos odgrywają rolę postaci zdegenerowanych, cynicznych, upadłych. Robią więc to, co zawsze, ale tak, że widz nie może mieć wątpliwości, że tylko oni mogli zagrać gangstera Stryja i skorumpowanego policjanta Marka. Gdzie w tej paradzie pierwszoligowego aktorstwa umieścić Nożyńskiego? Skonieczny zwrócił na niego uwagę przy castingu do jednego z wcześniejszych swoich projektów. Debiutant, naturszczyk, amator – to określenia, które można usłyszeć w odniesieniu do głównego bohatera, chociaż kamera na planie serialu HBO nie była dla niego przecież zupełną nowością. Saful, czyli Nożyński, rapuje dobre dziesięć lat w ursynowskim składzie Dixon37. Z drugiej strony to prawda, że rzucanie kwestii do kamery w teledysku to jednak coś innego niż zagranie dramatycznej roli w ośmiogodzinnej produkcji. Czy wachlarz aktorskich umiejętności Nożyńskiego przypomina to, co mają do zaoferowania wyszkoleni na deskach teatru Frycz i Malikowska? Oczywiście, że nie. I bardzo dobrze, bo kto lepiej jak właśnie nie-aktor mógł zagrać niedopasowanego outsidera, który wygodniej czuje się w filharmonii niż łamiąc ręce dłużnikom, czy szantażując właściciela modnego klubu. Słabym punktem serialu są za to postaci kobiece – tak słabym, że aż zagadkowym. Jak można być aż tak dalece niezainteresowanym kobietami jak Żulczyk i Skonieczny? Rozumiem, że półświatek to oczywiście It’s A Man’s Man’s Man’s World ale panowie, warto pamiętać też, że It’s 2018. A w 2018 roku kobiety się biją, sprzedają narkotyki, wciągają je i robią jeszcze kilka innych rzeczy, które autorom kina gangsterskiego zeszłego wieku się nie śniły. W zasadzie to w Ślepnąc od świateł role kobiece są dwie: femme fatale i matka boska. A to, czy nazywają się Pazina, Paulina, Anastazja, Marta, Ewa, Pani Maria (nawiasem mówiąc to w zasadzie wszystkie istotne dla fabuły postaci kobiece) nie ma właściwie znaczenia – i tak mają zagrać opiekunkę albo uwodzicielkę. Po co angażować aktorki formatu Ewy Skibińskiej czy Ilony Ostrowskiej do zagrania kilkuminutowych epizodycznych wtrętów? Nie wiem. W zasadzie to nie tylko z kobiecością, ale i z męskością twórcy Ślepnąc od świateł poradzili sobie umiarkowanie. W serialu nie widać śladu refleksji nad tym, co dzisiaj znaczy „męski” bohater. Kuba to uosobienie tradycyjnego, milczącego wzorca – siłę czerpie z trzymania emocji na wodzy i całego świata pod kontrolą. Trochę skansen. Pod tym względem produkcja HBO wypada blado i to nie w porównaniu z jakimś eksperymentalnym arthouseowym kinem, tylko światowym mainstreamem. Od czasów, kiedy historie Bonda odgrywa Daniel Craig (jak na ironię bliźniaczo podobny do Nożyńskiego) światowy blockbuster funkcjonuje już tylko jako cytat z samego siebie. Z męskością siłują się również scenarzyści światowych hitów srebrnego ekranu. Pozornie trudno o bardziej tradycyjnego bohatera niż tytułowy Ray Donovan odgrywany przez Lieva Schreibera ­– tam męskość zaczyna jednak intrygująco zgrzytać już w pierwszym sezonie, żeby na przestrzeni kilku następnych spektakularnie się rozpaść i poskładać na nowo, zarówno w historii głównego bohatera, jak również jego braci i wszystkich trzech pokoleń irlandzkiej rodziny Donovanów. Banshee, serial wręcz absurdalnie przepełniony przemocą i świetnymi scenami walki też wrzuca trochę problematycznych kamieni do ogródka tradycyjnej męskości. Gdzie, jak nie w kinie gatunkowym – gangsterskim kryminale w przypadku Ślepnąc od świateł – moglibyśmy lepiej przyjrzeć się, kim w tym mrocznym portrecie Warszawy jest facet? Kolejna stracona szansa. Kuba z detalu Fakt, że główny bohater zajmuje się detalicznym handlem substancjami psychoaktywnymi, jest i w książce, i w serialu w zasadzie przezroczysty. Nie ma tutaj żadnych smętnych rozważań o moralnym wymiarze jego fachu. Jak zostać narkobaronem – w kilku prostych krokach czytaj także Widzimy oczywiście ogrom przemocy piętrzącej się z odcinka na odcinek – koniecznej do utrzymania czarnego rynku w ryzach. Widzimy też zgony po zażyciu gównianej jakości towaru. A wciągają wszyscy. Wciąga pan poseł „od prezesa”, wciąga pani z Konstancina, wciągają hipsterzy grający na PlayStation i ci starsi hipsterzy wsuwający boczniaki à la śledzik na kilka dni przed wigilią. Jasne, że bohaterką Ślepnąc od świateł jest kokaina dostępna za konkretną barierą klasową, a przynajmniej finansową, ale to miła odmiana, zobaczyć w polskiej telewizji inny zestaw użytkowników narkotyków niż nafukane dresy i zbuntowane nastolatki. Sceny zbudowane wokół wciągania dają radę. Zrobiony Maluch dojeżdżający „mefedroniarzy”, któremu wydaje się, że jest królem stolicy? Wyborny. Pan poseł na ciężkiej psychozie? Już bardziej wątpliwy, ale w sumie to nie wiemy dokładnie, jaką mieszanką się uraczył, więc niech będzie. Wreszcie samemu Skoniecznemu należy się owacja na stojąco za rapera Pioruna. Jeśli kiedyś przyznawane będą nagrody Emmy za najlepszy występ w roli „tego irytującego typa, co ma ciśnienie na wciąganie, ale skończył mu się hajs”, to mamy murowanego kandydata. Fraza „Narkotyki, kurwa, to zło” pada w serialu raz, i to z ust głupawego młokosa. To byłoby na tyle jeśli chodzi o dydaktyczne przyzwoitki. Narkotyki w Ślepnąc od świateł po prostu są. Pewnie więcej widzimy ludzi smutnych i zmierzających gdzieś na dno niż zwykłych weekendowych imprezowiczów, ale to nie telenowela, ani raport narkotykowego endżiosa, tylko thriller kryminalny, więc to skrzywienie można Skoniecznemu i Żulczykowi wybaczyć. O czym to jest? I można tak oglądać Ślepnąc od świateł w kółko, jak dobry teledysk albo fajny spektakl naćkany projekcjami wideo i elektroniczną muzyką. Oczywiście byłoby świetnie, gdyby formalna wirtuozeria dopełniona reżyserską brawurą i prawdziwie dramatycznym aktorstwem osadzona była na przejmującej fabule. Ale nie jest. Ostatecznie dostajemy ładniutkie (tak ładniutkie, jakiego jeszcze nie było) story o typie, któremu przed świętami skończył się towar. O tym to jest. Drugi sezon „Watahy” pokazał, że twórcy polskich kryminalnych seriali HBO nie muszą się wstydzić niczego wobec macherów od rozrywki zza oceanu. Jednak dopiero „Ślepnąc od świateł” dowodzi, że potrafimy robić seriale na dokładnie takim samy poziomie jak Amerykanie. Po trzech odcinkach opartego na książce Jakuba Żulczyka serialu Krzysztofa Skoniecznego widać, że dostaliśmy produkcje na poziomie mocno wyśrubowanych seriali nie tylko HBO, ale też Netflixa. Gangusy, narkotyki, nocna metropolia i schodzenie do jej najmroczniejszych zakamarków. Znacie to? Pewnie, że znacie jeżeli jesteście kinomanami. A więc nudna powtórka z rozrywki? W żadnym razie. Choć serial jest oparty na tak ogranym schemacie jak postać gangstera pragnącego wyrwać się ze swojego fachu, to twórcy nie wyważają otwartych drzwi. Może gdybym oglądał taką opowieść osadzoną w Nowym Jorku czy Hong Kongu, to czułbym znużenie. Jednak takiej Warszawy ja w polskim kinie jeszcze nie widziałem. To właśnie Warszawa jest bohaterem tego serialu. Serialu hipnotycznego, narkotycznego i wizualnie zdumiewającego. Żulczyk, który jest również współscenarzystą produkcji mówi, że główny bohater snuje się po miejskim labiryncie, będącym dla niego więzieniem. To nie pusty slogan reklamowy. Rzeczywiście klimat „Ślepnąc od świateł” jest oderwany od większości gangsterskich produkcji, jakie znamy w polskiego kina. Szczególnie tego naznaczonego znakiem firmowym Pasikowskiego czy Vegi. Momentami irytująco zimny Kamil Nożyński (mocny debiut!) kreuje intrygujący obraz cynicznego dilera narkotyków zaopatrującego w towar „wyższe sfery”. To outsider i emocjonalny autystyk. A może tylko tak buduje swój wizerunek? Otwiera się tylko przed przyjaciółką Paziną (Marta Malinowska). Nawet na moment nie ściąga jednak wystudiowanej maski, mającej mu pomóc uciec do wymarzonej Argentyny. On nienawidzi Warszawy. Chce jak Travis Bickle z „Taksówkarza” spuścić na nią deszcz, który zmyje brud i grzech. Nie główna intryga jest największą siłą tego serialu. Są nią postacie. Krwiste, wiarygodne i znakomicie zagrane przez czołówkę polskich aktorów. Robert Więckiewicz jest świetny jako bandzior prostaczek pozujący na eleganckiego restauratora. Aktor w końcu pokazuje, że nie w każdej roli jest Więckiewiczem. Nie mam za to nic przeciwko by do końca świata i jeden dzień dłużej tym samym gangusem był Janusz Chabior. Mam słabość do psychopatycznych siepaczy, który ten ulubiony aktor Vegi tworzy od lat na ekranie. Żaden polski aktor tak uroczo nie bluzga przed kamerą i nie łączy spojrzenia spaniela ( nic dziwnego, że tak świetny był w „Hyclu”) z wściekłym psem mordercą. A Jan Frycz jako wychodzący z więzienia bandyta z czasów Wołomina i Pruszkowa? Wybitny polski aktor zrywa z chamskich imbecyli trzęsących polskim światem przestępczym w latach 90-tych każdą możliwą maskę. Kapitalna rola! Takich postaci jest tu znacznie więcej. Ten serial w przerażający sposób pokazuje wszechobecność narkotyków w polskim showbiznesie ( wielkie brawa dla Cezarego Pazury za rolę wiecznie naćpanego błazna celebryty!). „Ślepnąc od świateł” to jednak przede wszystkim opowieść o labiryncie grzechu i upadku. Neonowym upadłym świecie, które nie wypuszcza ze swoich kleszczy. Nawet jeżeli scenariusz wyda wam się błahy, to zanurzcie się w niepokojący klimat tej produkcji. Działa na zmysły. „Ślepnąc od świateł” dostępny na HBO GO. Premiera 27 października Publikacja dostępna na stronie: {"type":"film","id":786525,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/serial/%C5%9Alepn%C4%85c+od+%C5%9Bwiate%C5%82-2018-786525/tv","text":"W TV"}]} powrót do forum serialu Ślepnąc od świateł 2018-10-28 20:48:42 ocenił(a) ten serial na: 9 Znacie jakieś piosenki z serialu ? janczerwiec1986 Czołówka to Brendan Perry, tak na mój słuch. Wspolwokalista dead can dance. jascott scott walker its raining today Maximus2 a wiesz co to za pianinko ala Chopin bylo? Jjooi_Jjjoo Żaden tam ala Chopin tylko Nokturny Chopenowskie grane przez Marcina Maseckiego :)Polecam veado ocenił(a) ten serial na: 6 Maximus2 a gdzie PRO8L3M - pod koniec pierwszego odcinka? :D Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że w jakimś polskim serialu zostaną wykorzystane 3 kawałki mojego ulubionego zespołu Run The Jewels, to kazałabym mu puknąć się w czoło. Ba – gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że w jakimś polskim serialu muzyka będzie grała jedną z kluczowych ról, to nie uwierzyłabym mu. Jednak gdy dowiedziałam się, że Krzysztof Skonieczny szykuje ekranizację książki Jakuba Żulczyka, zabłysł w mej głowie płomyczek nadziei. Skonieczny bowiem od dawna związany jest z przemysłem muzycznym, zrobił kilka świetnych teledysków (w tym słynne klipy dla Jamala i Mistera D.), a w jego fabularnym debiucie „Hardkor Disco” muzyka odegrała niebanalną rolę. Gdy potem przeczytałam, że muzykę do serialu skomponowali Marcin Masecki i Mirt, zaś za dobór ścieżki dźwiękowej odpowiedzialny był sam reżyser, nie mogłam się doczekać efektów ich pracy. Dodatkowo moją uwagę zwróciły wypowiedzi Skoniecznego w jednym z wywiadów promujących „Ślepnąc od świateł”, w których mówił on o nim jako o „pieśni miłosnej dla Warszawy”, zaś o grze aktorów – jako o „jazzującej grupie”. „Tu muzycznie musi wydarzyć się coś ciekawego” pomyślałam. I faktycznie – oglądając ten, de facto, 8-godzinny film, nie wierzyłam nie tylko własnym oczom, ale i uszom. Ale po kolei. Gdy na początku pierwszego odcinka młody mężczyzna kupuje przed Wigilią bilety lotnicze do Buenos Aires, z głośników leci „Boskie Buenos” Maanamu. „No nie, to pójście na łatwiznę” pomyślałam „Jak tak dalej pójdzie, to pewnie usłyszymy dużo kolęd i piosenek o dragach, powtarzającym się motywem będzie „Blinded By The Lights”, a główny bohater pewnie coś zarapuje, skoro gra go raper.”. Na szczęście Skonieczny miał zupełnie inny pomysł i co i rusz zaskakiwał. Owszem, pojawia się tu „You Need The Drugs” Westbam, jak i hit The Streets, ale to jednorazowe przypadki. Po pierwsze, już po kilku odcinkach stało się jasne, że grany przez Kamila Nożyńskiego Kuba jest prawdziwym melomanem – w samochodzie słucha Chopina, w domu ćwiczy do wspomnianych już Run The Jewels (odtwarzanych nie byle jak, bo z winyla), chwili spokoju i wytchnienia szuka w studiu koncertowym Polskiego Radia, chodzi do sklepów z płytami. Skonieczny postanowił więc przybliżyć widzom tę postać właśnie przez pryzmat jej muzycznych upodobań. Podobny zabieg wykonał z kolejnymi pojawiającymi się w serialu miejscami: w klubie Betlejem (grającym śp. Nową Jerozolimę) wybrzmiewa długi fragment „Duel 35” Zamilskiej, zaś w klubie go go – „CoCo” Genasisa, a obrazy te mogłyby spokojnie stanowić fragmenty klipów do w/w kawałków. Zresztą w serialu są dwa faktycznie nakręcone teledyski – pierwszy do „Od braci dla braci” rapera Pioruna (oklaski dla Skoniecznego za tę rolę!) z logo „Sztywniutko” od razu nasuwającym na myśl logo „Prosto” – to też specjalnie na potrzeby serii nagrana piosenka, która jest hołdem reżysera dla polskiego hip hopu (i ponoć została przez to środowisko ciepło przyjęta). Drugi klip to pojawiający się w 6. odcinku obraz do przejmującej piosenki Myslovitz pt. „Nienawiść”, odśpiewanej przez kilku bohaterów; i choć nigdy nie przepadałam za tym zespołem, to oglądając tę scenę miałam ciarki. Ale na tym nie koniec. W „Ślepnąc od świateł” pojawia się też sporo drobnych muzycznych smaczków: gdy scena ma miejsce w kościele, wieńczy ją występ chóru; gdy inna scena odbywa się w wietnamskim zakładzie krawieckim, mamy śpiewające szwaczki; gdy przenosimy się do prosektorium, jego pracownicy słuchają opery; wreszcie grana przez Ewę Skibińską celebrytka nastawia „Poszłabym za tobą” i wykonuje taniec erotyczny na stole. Są też momenty, w których Skonieczny używa muzyki do swoistej zabawy z widzem – w scenie imprezy u Mariusza (Cezary Pazura) nie słyszymy wesołych dźwięków, a wręcz mroczny utwór Modarata „A New Error”, który idealnie obrazuje podejście Kuby do tego, co tam się dzieje. Z kolei w scenie pobicia Malucha z głośników sączy się kojąca kolęda w wykonaniu Beaty Rybotyckiej i Zbigniewa Preisnera. Muzyka ma tu też funkcję dawkowania napięcia – gdy akcja się zagęszcza, słyszymy niepokojącą elektronikę Mirta; gdy widz potrzebuje chwili wytchnienia, słyszy spokojne (choć czasem zwodnicze) pianino Maseckiego; gdy zaś robi się naprawdę gorąco, Skonieczny serwuje nam kawałki Siekiery. Mieszanka wybuchowa? Nie, to bardzo starannie dobrana ścieżka dźwiękowa, której odkrywanie sprawiło mi wielką frajdę. A czołówka z piękną piosenką Scotta Walkera? Scott Walker w polskim serialu to dopiero niespodzianka. Skonieczny wykonał kawał dobrej roboty i ja jego serial zapamiętam nie tylko ze względu na świetną grę aktorów czy piękne zdjęcia, ale za obsadzenie muzyki w jednej z głównych ról. „Ślepnąc od świateł” to zamknięta opowieść, ale już nie mogę się doczekać kolejnego projektu tego młodego reżysera i strzygę uszami. Tekst: Anna Chojnacka