Naturalną oznaką rozpadu małżeństwa jest narastający dystans fizyczny i psychiczny. Kiedy dochodzi do tego obojętność, wtedy wasz związek przeżywa już poważne kłopoty. Nic dziwnego, że kłótnie i wyrzuty powodują, że nie masz ochoty na przytulenie, wspólne spędzanie czasu, nie mówiąc już o intymnych zbliżeniach.
Macie jeszcze o czym w ogóle rozmawiać jeszcze? Codzienne widywanie się to jest zabójstwo dla świeżości, tęsknoty i kondycji związku. Jeden z użytkowników tego forum spotyka się z laską 2-3 razy w tygodniu i pańcia chodzi jak w zegarku, bo ciągle jest ta przestrzeń i tęsknota Generalnie polecałbym zrobić sobie przerwę.
Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki: Teraz jest Cz maja 04, 2023 14:11: Strona główna forum » Człowiek w świecie wiary » » Człowiek w świecie wiary »
Przemoc psychiczna w rodzinie to problem natury prawnej, moralnej, psychologicznej i społecznej. Rodzina jest środowiskiem o podstawowym znaczeniu dla jakości funkcjonowania i rozwoju osobistego ludzi. Destrukcyjne zjawiska w jej obrębie powodują poważne szkody dla wszystkich członków rodziny. Najczęściej przewagę sił wykorzystuje
Dziś litania grzechów przeciw VI przykazaniu – w małżeństwie. Jezus mówi: Cudzołóstwo jest grzechem. Grzechem jest, gdy dwoje partnerów, z których przynajmniej jeden jest w związku małżeńskim nawiązuje stosunki płciowe, nawet przelotne, bowiem cudzołożą. Szkodzą sobie, małżeństwu i dzieciom, które potrzebują
Wiek: 51. Odp: Brak seksu w małżeństwie po pojawieniu się dziecka. Brutalnie rzecz ujmując to jeśli żona nie uświadomi sobie tego, że ma problem i to nie z samym seksem, ale ogólnie ze sobą, to Twój związek jest skazany na porażkę. Twoja żona ma problem ze sobą i to widać przede wszystkim w jej relacji z dzieckiem.
Amerykański serwis Cosmopolitan przytoczył historie par, które rzucają na pożycie małżeńskie nowe światło. Źródło: 123RF. Nie wszyscy zgadzają się ze słowami Perel, że seks małżeński może być o wiele lepszy niż ten przed sformalizowaniem związku. Potwierdzają to wypowiedzi mężczyzn opublikowane przez Cosmoplitan.
Rozwód w pytaniach i odpowiedziach. Media i eksperci od lat krzyczą na temat kryzysu rodziny, a statystyki pokazują jak wiele tego typu spraw rokrocznie trafia na wokandę. Według danych statystycznych GUS na tysiąc nowo zawartych małżeństw w danym roku, odnotowuje się ponad trzysta rozwodów. Te suche dane statystyczne przykrywają
WPHUB. gwałt. + 4. Joanna Karwarska. 29-03-2019 08:51. "Prawo gwarantuje, że będziesz mi dawała". Seks wpisany w kodeks. - Po prostu bałam się, że mąż mnie zgwałci…. A przecież gdyby to zrobił, to cały nasz świat rozpadłby się na milion kawałków, których już nie dałoby się pozbierać - opowiada 38-letnia Patrycja
Witam Was, mam następujący problem i nie potrafię sobie z nim poradzić. Od roku jestem z mężczyzną, który jest dla mnie wspaniały. Traktuje mnie zawsze z szacunkiem, jest dla mnie dobry, jest uczciwy, wierny i kochający.
ufVHTG. Wielki TEST kobiecej płodności! Sprawdź swoją płodność i otrzymaj spersonalizowane wskazówki Wielki Quiz o plemnikach! 80% odpowiada źle - sprawdzisz się? 🎁 Prezent - 40% rabatu na badanie nasienia ODBIERZ TERAZ lub po quizie. Postów: 12180 2027 blumchen30 wrote: Seli.. mam pytanie o nasienie bo widze ze sie w tym dobrze orientujesz:) po dluzszej abstynencji ile potrzeba by plemniki "wrocily do formy"?? mielismy z mezem dluzsza przerwe z powodu roznych badan 2-3 miesiace, w styczniu juz intensywnie wrocilismy do staran ( nie wyszlo:() i zastanawiam się czy moze plemniki sa kiepskie.. Nie mieliśmy dłuższej abstynencji więc nie wiem Tylko tyle, że powyżej 5 dni nasienie jest bardzo kiepskie. Witaminki i te sprawy powinny pomóc, seks, a jak się martwicie to przebadać męża. Endometrioza głębokonaciekająca IV stopnia, guz jelita grubego zrośniety z macicą, macica, jajnik, jelito w zrostach, jajnik z guzkami, torbielami... Adenomioza na szyjce. Więcej cudów nie będzie 😔 Postów: 2613 374 Seli wrote: Nie mieliśmy dłuższej abstynencji więc nie wiem Tylko tyle, że powyżej 5 dni nasienie jest bardzo kiepskie. Witaminki i te sprawy powinny pomóc, seks, a jak się martwicie to przebadać męża. Odnośnie nasienia to ja miałam taką sytuację, że gin. kazała nam wstrzymać się z i zacząć dopiero jak zobaczę II ładne kreski na teście ovu. Więc jakby licząc np. od końca @ do tych II kresek to miałam ponad 5 dni wstrzemięźliwości. No, ale może coś nie tak z gin. było 1cs z CLO dostinex, Prenatal Uno, kwas foliowy 12cs - ciąża biochemiczna Postów: 41 82 I ja się wtrące moim zdaniem zagalopowalyscie sie i nie ma tu skomplikowanego problemu,tylko facet moze sie przyzwyczail skoro nigdy nie bylo za czesto...? Może to on teraz siedzi i przezywa ze co sie stalo ze zona chciala i to dwa razy pod rzad, a on akurat faktycznie był wtedy zmęczony, a domyślam się, że nie wiedzial nawet że zbliżają się dni płodne i ze to juz właśnie teraz mają sie zaczac starania. Nie chce mi się też wierzyć że ponad 3 miesiące nie oproznial jajek, pewnie sobie pomaga rekami :p tak czy inaczej wszystkie trzymamy kciuki i czekamy na efekt rozmowy. Dasz radę! Wszystko sobie wyjaśnicie i będzie z górki. Cyce do góry;) Deedee87 lubią tę wiadomość Postów: 12180 2027 alegzi wrote: Odnośnie nasienia to ja miałam taką sytuację, że gin. kazała nam wstrzymać się z i zacząć dopiero jak zobaczę II ładne kreski na teście ovu. Więc jakby licząc np. od końca @ do tych II kresek to miałam ponad 5 dni wstrzemięźliwości. No, ale może coś nie tak z gin. było My w klinice badaliśmy nasienie to tak mówiła lekarz, jest to też zaznaczane... Bo plemniki tracą ruchliwość itp. wskazane jest tak 2-3 dni współżycia ze względu na to, że wtedy sperma ma dobrą jakość. Oczywiście wtedy to nie oznacza,że jak się po 5 dniach nie uprawia seksu to facet jest niezdolny do zapłodnienia w zależności od kondycji spermy i w ogóle. Seks codzienny i częstrzy też jest nie wskazany pod tym względem bo sperma się nie "regeneruje" i nie nadąża produkować Ale ważne by się tym cieszyć i jakoś strasznie nie przejmować tym i przeginać. werni lubi tę wiadomość Endometrioza głębokonaciekająca IV stopnia, guz jelita grubego zrośniety z macicą, macica, jajnik, jelito w zrostach, jajnik z guzkami, torbielami... Adenomioza na szyjce. Więcej cudów nie będzie 😔 Postów: 2613 374 Seli wrote: My w klinice badaliśmy nasienie to tak mówiła lekarz, jest to też zaznaczane... Bo plemniki tracą ruchliwość itp. wskazane jest tak 2-3 dni współżycia ze względu na to, że wtedy sperma ma dobrą jakość. Oczywiście wtedy to nie oznacza,że jak się po 5 dniach nie uprawia seksu to facet jest niezdolny do zapłodnienia w zależności od kondycji spermy i w ogóle. Seks codzienny i częstrzy też jest nie wskazany pod tym względem bo sperma się nie "regeneruje" i nie nadąża produkować Ale ważne by się tym cieszyć i jakoś strasznie nie przejmować tym i przeginać. Co gin. to inna teoria. Dodam jeszcze jedno do tego, bo wątek dotyczy trochę innej rzeczy U mnie w klinice niepłodności gin. kazał się nam kochać codziennie. 1cs z CLO dostinex, Prenatal Uno, kwas foliowy 12cs - ciąża biochemiczna Postów: 12180 2027 alegzi wrote: Co gin. to inna teoria. Dodam jeszcze jedno do tego, bo wątek dotyczy trochę innej rzeczy U mnie w klinice niepłodności gin. kazał się nam kochać codziennie. To była klinika ginekologiczna i badaliśmy tam tylko nasienie, moja gin nic nie mówiła Ja się nie znam wybitnie, nie wykłócam, ale z logicznego punktu myślenia i tego co zalecają przy badaniach itp. ma to sens Oczywiście jak ktoś chce codziennie albo i kilka razy dziennie, albo rzadziej to inna sprawa Ważne by to było z "chce mi się" a nie muszę jak pisano wyżej alegzi lubi tę wiadomość Endometrioza głębokonaciekająca IV stopnia, guz jelita grubego zrośniety z macicą, macica, jajnik, jelito w zrostach, jajnik z guzkami, torbielami... Adenomioza na szyjce. Więcej cudów nie będzie 😔 Postów: 465 205 ochota najwazniejsza;) ja sie zastanawiam tylko po jakim czasie nasienie jest dalej tak "sprawne" jak przed abstynecja, czy wystarczy pare stosunkow czy jak.. ale na to to chyba nie znajde opdowiedzi blumchen30 wrote: ochota najwazniejsza;) ja sie zastanawiam tylko po jakim czasie nasienie jest dalej tak "sprawne" jak przed abstynecja, czy wystarczy pare stosunkow czy jak.. ale na to to chyba nie znajde opdowiedzi Staram się już prawie 10 lat o pierwsza ciążę robilam świece zaciskalam mięśnie kegla po unikalam orgazmow zeby nie " wypluc" nasienia kochalam się co drugi dzień co dzien mierzyalam temperature robilam resty owulacyjne unikalam seksu po owulacji z obawy przed nie zagmiezdzeniem sie zarodka robilam tysiac innych dziwnych rzeczy i co ? I ciąży nie bylo Udalo sie co prawda na chwile ale udalo sie w miesiacu w ktorym wspolzylam dwa razy DOSŁOWNIE z duzym odstepem pomiędzy tymi dniami i kompletnie do dzis nie wiem czy w okresie okoloowulacyjnym czy w sama owulacje nie mam pojecia nic nie sprawdzalam nic nie robilam i jak okres nie przyszedl mówiłam zw wiatropylna nie jestem ! Takze nie ma reguly Do autorki - rozmowa to jest najważniejsze ! Schmetterling, Magda - mbc lubią tę wiadomość Postów: 1419 686 Angela Be wrote: I ja się wtrące moim zdaniem zagalopowalyscie sie i nie ma tu skomplikowanego problemu,tylko facet moze sie przyzwyczail skoro nigdy nie bylo za czesto...? Może to on teraz siedzi i przezywa ze co sie stalo ze zona chciala i to dwa razy pod rzad, a on akurat faktycznie był wtedy zmęczony, a domyślam się, że nie wiedzial nawet że zbliżają się dni płodne i ze to juz właśnie teraz mają sie zaczac starania. Nie chce mi się też wierzyć że ponad 3 miesiące nie oproznial jajek, pewnie sobie pomaga rekami :p tak czy inaczej wszystkie trzymamy kciuki i czekamy na efekt rozmowy. Dasz radę! Wszystko sobie wyjaśnicie i będzie z górki. Cyce do góry;) Jasne, jak obojgu to nie przeszkadza, ze seks tak rzadko to jest luz. Tylko problem w tym jak tu dziecko spłodzić jak seks jest co kilka miesięcy. Jeśli dojdą do tego jakieś problemy medyczne to już w ogóle szanse marne. I raczej wraz ze stażem częstotliwość seksu u przeciętnej pary ma tendencję zniżkową. Mam nadzieję, że u autorki sprawa się wyjaśni. Fragmentacja DNA: 42% Wynik po 3 miesiącach suplementacji: 5% (!!!) 😊 Ruszamy z in vitro (krótki protokół) punkcja, zapłodnione 6 komórek ET blastocysty beta (6dpt) 13,59 beta (9dpt) 65,87 beta (11dpt) 154,29 (25dpt) mamy ❤️😍 nasz Skarb jest już z nami 🥰 ❄️❄️ Na zimowisku juna wrote: Jasne, jak obojgu to nie przeszkadza, ze seks tak rzadko to jest luz. Tylko problem w tym jak tu dziecko spłodzić jak seks jest co kilka miesięcy. Jeśli dojdą do tego jakieś problemy medyczne to już w ogóle szanse marne. I raczej wraz ze stażem częstotliwość seksu u przeciętnej pary ma tendencję zniżkową. Mam nadzieję, że u autorki sprawa się wyjaśni. No tak..najważniejsze jest jak tu dziecko spłodzić Nieważne, że najprawdopodobniej jest problem w małżeństwie i wypadałoby najpierw rozwiązać ten problem, a potem z chęci i miłości płodzić dzieci. Lolipop lubią tę wiadomość Postów: 1419 686 Schmetterling wrote: No tak..najważniejsze jest jak tu dziecko spłodzić Nieważne, że najprawdopodobniej jest problem w małżeństwie i wypadałoby najpierw rozwiązać ten problem, a potem z chęci i miłości płodzić dzieci. Ale ja nie widzę problemu w małżeństwie jeśli obojgu taka częstotliwość odpowiada. Z tego co pisała autorka jej nie przeszkadza(pomijając starania) to, że seks jest tak rzadko, jemu tym bardziej. Dlatego dla mnie jedynym ich problemem jest to, że z taką częstotliwością nie spłodzą upragnionego dziecka. Schmetterling lubi tę wiadomość Fragmentacja DNA: 42% Wynik po 3 miesiącach suplementacji: 5% (!!!) 😊 Ruszamy z in vitro (krótki protokół) punkcja, zapłodnione 6 komórek ET blastocysty beta (6dpt) 13,59 beta (9dpt) 65,87 beta (11dpt) 154,29 (25dpt) mamy ❤️😍 nasz Skarb jest już z nami 🥰 ❄️❄️ Na zimowisku Postów: 212 162 A ja miałam ostatnio problem z mężem, który czuł że będzie chory i nie chciał się kochać, a akurat czułam że jest owu i wiedziałam że przez dwa poprzednie dni nie było sexu więc jak nie teraz to cykl będzie stracony. Powiedziałam mężowi że mam owu i że musimy się pokochać, a on stwierdził że czuje że będzie chory i nie da rady. Wściekłam się niemiłosiernie (bo ja jak byłam chora to mi nie przeszkadzało w próbach). I jak siedziałam w pracy to napisałam mu smsa, jasnego, wyraźnego. Że skoro ja mogę się poświęcić jak jestem chora to on też może, i że jeśli jemu nie będzie zależało na spłodzeniu dziecka to nic z tego nie będzie, i że NIE mam wpływu na to kiedy jest owulacja, ale jak już jest to trzeba robić dzieci i nie ma zmiłuj. Bo inaczej żadnej ciąży nie będzie. I jak wrócił z pracy to był zwarty i gotowy Myślę że potrzebujecie rozmowy i stanowczego uświadomienia go co to znaczy: owulacja, dni płodne, i staranie się o dziecko. Oni tego nie rozumieją dopóki im się jasno i wyraźnie nie opowie. I w takim wypadku jak u Was trzeba uświadamiać faceta: "Na dniach mam owulację, musimy się kochać co dwa dni przez następne 5-6 dni jeśli chcemy mieć dziecko, bo jak nie, to nie zajdę w ciążę". Może coś do niego dotrze. Ach i jeszcze! Mój był zszokowany jak mu powiedziałam że zdrowi ludzie bez żadnych problemów w każdym cyklu mają max 20% szansy na zaciążenie. Nie mógł uwierzyć, myślał że to raz, pyk i już.. A druga sprawa- na pewno nie rozumie czemu chcesz raptem sexu skoro go nie było do tej pory, pewnie się zagubił bo przecież nie wie że masz owulacje i 'teraz sex albo wcale' bo owu Wiadomość wyedytowana przez autora: 9 lutego 2018, 11:59 Blue Jane lubi tę wiadomość zabieg, puste jajo płodowe, podejrzenie zaśniadu groniastego Postów: 82 10 mój też myślał, że jak zrobiliśmy to dwa razy bez zabezpieczenia to nie ma zmiłuj i będzie ciąża To samo mu mówiłam, o tych 20% szans i nie mógł uwierzyć. Może to dlatego, że u niego rodzeństwo i on sam to wszyscy są właściwie z wpadek i w naszym otoczeniu też sporo takich "wpadkowych" dzieci Zastanawia mnie czasem jak to jest... czemu ci co nie chcą to mają Chyba istnieją ludzie superpłodni u ci mniej... eh. Staraczka89 lubi tę wiadomość Postów: 192 10 alegzi wrote: Co gin. to inna teoria. Dodam jeszcze jedno do tego, bo wątek dotyczy trochę innej rzeczy U mnie w klinice niepłodności gin. kazał się nam kochać codziennie. Hej, dołączę do tematu czytałam gdzieś że sperma jest już ok jeśli minie przynajmniej 24 godziny od poprzedniego stosunku, a właśnie powyżej 3 dni zaczyna spadać jakość. Co do starań autorki tematu to też uważam, że najpierw rozmowa, a potem można podjąć kolejne kroki. Przynajmniej po rozmowie wiadomo o co chodzi, chociaż mniej więcej. powodzenia Postów: 192 10 Myślę że warto byłoby zrobić badania hormonów. Ale to ty masz ten problem, że unikasz seksu, tak? Pytam dla pewności. I jeśli tak to rozmawiałaś o tym z mężem ? Postów: 192 10 Hmm to nie wiem... A może jest jakiś powód, dla którego tak masz. Może podświadomość... wtedy warto iść do seksuologa. A co do prolaktyny to nie znam się jak to może wpływać... I ogólnie na jej temat jeszcze bardzo mało wiem Postów: 192 10 Właśnie przeczytałam że za wysoka prolaktyna obniża popęd seksualny. Może to jest rzeczywiście problem. Postów: 143 12 Netka tak może być. My też kiedyś tak mieliśmy, ale mój mąż długo nie chciał iść na badania, bardzo długo nad nim pracowałam aż w końcu zgodził się na wspólną wizytę u androloga, który nam (a w zasadzie jemu) wyjaśnił bardziej fachowo niż ja, czemu nie powinien z tym zwlekać. Sama wizyta w klinice, gdzie napatrzył się, jak wielu tam przychodzi facetów dała mu do myślenia. 2016: Starania naturalne. Badanie nasienia męża - Azospermia ;/ Działamy. 2017 Przygotowanie do ivf w Invimedzie Postów: 1 0 Wiadomość została wyedytowana przez moderatora forum z powodu łamania zasad regulaminu- reklama. Wiadomość wyedytowana przez moderatora forum: 5 września 2018, 23:43 Postów: 4785 2591 kacha00 wrote: Mój też informatyk więc może coś w tym jest. A usłyszeli to od seksuologa czy byli najpierw u zwykłego lekarza (internisty/endokrynologa/androloga) po skierowanie na badania? Od hormony wyszly ok. 3,5 roku starań. Niepłodność idiopatyczna. 4 x IUI Podwyższone antyTG i prolaktyna. Wysokie NK z krwi: Mutacje PAI-1 4G homo,MTHFR_1298A-C i 677C-T hetero, zaniżone bialko s 60%. Kir BX - brak 3 najważniejszych kirow implantacyjnych. Styczeń 2020 - ivf w Artvimed. Uzyskano 3 Blastocysty. ET Blastki (z wlewem z accofilu): 😞 - histeroskopia. Nie ma ecoli, nk maciczne w normie. -FET Blastki 7dpt beta 😄 9dpt beta 164 11dpt beta 484 14dpt beta 2566 24dpt - mamy Serduszko! Czekamy na Córeczkę😄 - nasza Miłość jest na świecie😍 "Nie bój się, tylko wierz." Zainteresują Cię również: Treści zawarte w serwisie OvuFriend mają charakter informacyjno - edukacyjny, nie stanowią porady lekarskiej, nie są diagnozą lekarską i nie mogą zastępować zasięgania konsultacji medycznych oraz poddawania się badaniom bądź terapii, stosownie do stanu zdrowia i potrzeb kobiety. Korzystając z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na użycie plików cookies. W każdej chwili możesz swobodnie zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich zapisywaniu. Dowiedz się więcej. PRZEJDŹ DO STRONY
WYCHOWANIE DO MIŁOŚCI Tadeusz Jakubowski TRUDNOŚCI W MAŁŻEŃSTWIE - cz. II Polecamy również część I i III II. PIERWSZY OKRES MAŁŻEŃSTWA II. 2. NIE SPEŁNIONE OCZEKIWANIA Stan emocjonalny, jakiego człowiek doznaje, ilekroć zawiedzione zostają jego oczekiwania, nazywa się frustracją. Inaczej mówiąc, jest to przeżywanie sytuacji, w której żywione uprzednio oczekiwania stają się niemożliwe do spełnienia. Następstwem frustracji są stany wzmożonej agresji, skierowanej przeciwko sobie samemu, przeciwko najbliższym, rodzinie, współpracownikom, społeczeństwu, całemu światu, a nawet przeciwko Bogu. Człowiek szuka wokół siebie winnych. Nie zauważa, że źródłem frustracji są jego nie spełnione oczekiwania, często wyidealizowane, wymarzone, trudne lub niemożliwe do spełnienia przez drugiego człowieka (np. współmałżonka), wręcz przekraczające jego możliwości. Frustracje w małżeństwie nie są zjawiskiem rzadkim. Każdy człowiek wchodzący w życie małżeńskie wnosi jakieś oczekiwania związane zarówno z samym małżeństwem, jak i z osobą współmałżonka. W marzeniach o życiu małżeńskim często tworzy się scenariusz oczekiwanych sytuacji, które choć teoretycznie możliwe, w praktyce jednak nie występują. Z czasem te marzenia mogą stać się "koncertem życzeń". Nie dostrzega się braku możliwości ich spełnienia. Bywa, że charakter i poziom oczekiwań uniemożliwia ich spełnienie i wtedy "ofiarą" pretensji staje się współmałżonek, którego obarcza się winą za nie spełnione pragnienia. Nie zauważa się, że druga osoba być może przejawia dużo dobrej woli i chce spełnić oczekiwania, one jednak go przerastają. Poprzeczka została ustawiona stanowczo za wysoko, bez uwzględnienia możliwości, bez uwzględnienia słabości drugiego człowieka. Właśnie słabości, bo w oczekiwaniach najczęściej nie uwzględnia się tego, że poślubia się człowieka takiego jakim jest, ma każdy z nas. Toteż powodem niespełnionych oczekiwań nie jest współmałżonek czy jakakolwiek inna osoba, ale same oczekiwania, ich zbyt wysoki poziom lub nierealność. Frustracja rodzi agresję przejawiającą się najczęściej w dwóch odmianach: utajonej i otwartej. Stany otwartej agresji nie wymagają komentarza. Ich wpływ na atmosferę w małżeństwie jest oczywisty. Wywołują sytuacje zauważalne (również dla otoczenia) i może dlatego w piśmiennictwie poświęca się sporo uwagi konfliktom małżeńskim. Natomiast agresja utajona jest jakoby niezauważalna i pomijana. Agresja utajona najczęściej przybiera formę obojętności. Zdaniem niektórych specjalistów jest ona jedną z przyczyn obojętności seksualnej, która występuje u ponad połowy kobiet żyjących w małżeństwie. Nie ma potrzeby przekonywać, że unikanie współżycia małżeńskiego, mającego również znaczenie jednoczące, jest świadomym rozluźnianiem więzi między małżonkami. Innym przejawem agresji utajonej są tak zwane "ciche dni", całkiem niesłusznie bagatelizowane. Są one "początkiem końca dobrego małżeństwa", a można zaryzykować stwierdzenie, że są bardziej niebezpieczne dla trwałości małżeństwa niż "głośne dni". Ponieważ rozmawia się (chociaż głośno), to zawsze istnieje możliwość przekazania swoich uwag czy pretensji, a zatem i szansa ich zauważenia i uwzględnienia. Natomiast kiedy przestaje się mówić, tej możliwości już nie ma i tym samym ogranicza się, czy wręcz likwiduje, możliwość porozumienia. Przed kilku laty słyszałem bardzo trafne powiedzenie: "Lepiej gdy w małżeństwie słychać brzęk tłuczonych talerzy niż brzęk przelatującej muchy". Jeżeli powiedzenie to straciło na aktualności, to tylko w kwestii braku efektu tłuczonych talerzy, które coraz częściej wykonuje się jako nietłukące. Frustracja jest zjawiskiem, które bez wątpienia wpływa na zły stan psychiczny człowieka, na negatywne samopoczucie. Każdy z nas zapewne przeżył kiedyś taką sytuację, kiedy zaplanowane i oczekiwane wyjście, zajęcie czy wyjazd z pewnych względów nie mogły być zrealizowane. Pozostaje wtedy na długo zawód, smutek, żal i zniechęcenie, a często pretensje do rzeczywistych czy wymyślonych "sprawców" tej sytuacji. Frustracje w małżeństwie są wynikiem niespełnionych oczekiwań związanych z: modelem małżeństwa, osobą współmałżonka, współżyciem małżeńskim. Oczekiwania związane z modelem małżeństwa Kiedyś istniał jednolity, akceptowany społecznie model małżeństwa. Istniały niemal jednakowe poglądy na role i obowiązki męża i żony, a także na wychowanie dzieci. Od młodych lat przygotowywano chłopców i dziewczynki do przyszłych ról w małżeństwie. Wiadomo było, czego w małżeństwie można oczekiwać. Obecnie sytuacja jest zupełnie inna. Nie ma jednolitego modelu małżeństwa. Małżeństwo będzie takim, jakim je uczynią młodzi. Toteż oczekiwania odgrywają tu znaczną rolę. Często bywa, że małżonkowie mają różne oczekiwania związane z małżeństwem. Z przeprowadzonych przed kilku laty wśród młodych ludzi ankiet wynika, że zdecydowana większość dziewczyn wyobraża sobie i oczekuje w małżeństwie relacji o typie partnerskim, w którym "wszystko będziemy robili razem, sprzątanie, gotowanie, pranie, o dom będziemy się razem troszczyć". Natomiast znaczna część chłopaków widzi w małżeństwie przedłużenie domu rodzinnego, w którym ktoś musi prać, sprzątać i gotować. Ktoś o ten dom musi się zatroszczyć. Może tą osobą w domu rodzinnym była mama, a teraz... Ta różnica oczekiwań - pozornie niewielka - może powodować już na wstępie małżeństwa pewien zawód (często niewypowiedziany, a nawet nieuświadomiony). Inne frustracje jakie niesie życie, nakładane na tę pierwotną, mogą stopniowo prowadzić do poważnych konfliktów. Oczekiwania związane z osobą współmałżonka Oczekiwania dużej części kobiet związane z małżeństwem zamykają się w słowach: "(...) będę miała męża, dom, dzieci, urządzę sobie życie...". W tych oczekiwaniach mąż to ktoś, kto ma pomóc "ułożyć sobie życie". Rola męża jest tu ściśle (chociaż nie otwarcie) określona. Ponieważ "kochany" do tych oczekiwań pasuje, należy zadbać o to, by go "mieć", godząc się nawet na podjęcie rozmaitych "świadczeń" ze współżyciem włącznie. Z przeprowadzonych badań ankietowych wynika, że aż 90% kobiet współżyjących przed ślubem żywiło nadzieję, że współżycie to pozwoli jej zdobyć lub utrzymać chłopaka. Niekiedy motywem podjęcia decyzji o zawarciu związku małżeńskiego jest poczęcie dziecka. Temat ten związany z pytaniem "brać ślub czy nie" - budzi wiele kontrowersji i powoduje burzliwe dyskusje podczas spotkań ze starszą młodzieżą. Wśród dyskutantów przeważa pogląd, że poczęcie dziecka stanowi dostateczny, a nawet bezdyskusyjny powód i uzasadnienie do zawarcia związku małżeńskiego, nawet gdyby jedno z nich (częściej chłopak) nie miało na to ochoty. Na pierwszy plan wysuwa się względy natury "humanitarnej". Według tych opinii zostawienie dziewczyny z dzieckiem jest "niedopuszczalne, niemęskie a nawet chamskie". Podkreślają też, że w potocznej mowie funkcjonuje powiedzenie "musieli się żenić" i tak prawdę powiedziawszy nikogo to nie dziwi, a staje się prawie normą. Zwykle pytam tych ludzi jak owo "musieli się żenić" wygląda w kontekście pytania kapłana podczas zawierania sakramentalnego związku małżeńskiego: "Czy chcecie... bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński?" i ich odpowiedzią: "Chcemy". Zatem był przymus czy go nie było? Decyzja była wynikiem przymusu czy dobrowolna "bez żadnego przymusu"? Najczęstszą odpowiedzią jest konsternacja dyskutantów. Trzeba jasno powiedzieć: Nie ma żadnego prawa kanonicznego ani cywilnego, pisanego czy ustnego "zmuszającego" rodziców poczętego dziecka do związania się sakramentalnym małżeństwem. Oczywistym i podstawowym obowiązkiem ojca tego dziecka jest zapewnienie dziecku - i w odpowiednim wymiarze także matce dziecka - godziwych warunków do życia. To jest normalną konsekwencją poczęcia, ale sprawa sakramentu małżeństwa nie jest z tym czynem ściśle związana. Należy ubolewać, że nastąpiło takie "odwrócenie kolejności", ale nie można do tej sytuacji, która już jest dużą trudnością dokładać drugiej, bardziej brzemiennej w skutki trudności, a taką jest małżeństwo "z przymusu". Bywa, że dochodzi do poczęcia dziecka przez narzeczonych, ludzi którzy planowali zawarcie związku małżeńskiego w niedalekiej przyszłości. To też nie jest dobre ani normalne, ale w tej sytuacji przyspieszenie terminu ślubu jest rozsądnym wyjściem, możliwym do przyjęcia bez zbędnych komentarzy. Natomiast, jeżeli przed poczęciem dziecka nie było mowy o zawarciu związku małżeńskiego, to z taką decyzją należałoby poczekać aż do urodzenia dziecka. Ma to swoje logiczne uzasadnienie: Decyzja młodych ludzi o zawarciu związku małżeńskiego (ponieważ poczęło się dziecko) nie jest w tej sytuacji żadną "decyzją", a próbą usankcjonowania nieodpowiedzialnego czynu poważną przysięgą. Nie jest wskazane, aby kobieta szczególnie w początkowym okresie ciąży przeżywała stresy, trudności i kłopoty związane z formalnościami ślubnymi i organizacją uroczystości weselnych. Zawsze jest to związane z wysiłkiem zarówno psychicznym, jak i fizycznym a to ma niewątpliwie negatywny wpływ także na przebieg ciąży i rozwój dziecka. Praktyka dowodzi, że tego typu "decyzje" podejmują ludzie młodzi (niekiedy tak młodzi, że konieczny jest udział rodziców). Młody wiek nie sprzyja podejmowaniu poważnych, odpowiedzialnych decyzji na całe życie. "Przymus" zawarcia związku małżeńskiego w świadomości młodych mężczyzn wyzwala reakcję "buntu" i tym samym osłabia poczucie odpowiedzialności, a stąd łatwa droga do opuszczenia rodziny. Jeżeli ów mąż okaże się człowiekiem nieodpowiedzialnym, to istnieje duże prawdopodobieństwo ucieczki przed odpowiedzialnością, czyli porzucenia żony i dziecka. W tym wypadku kobieta i tak zostaje "samotnie wychowującą dziecko", tyle że w świetle prawa Bożego oraz formalnie jest żoną (chociaż mąż jest praktycznie nieobecny). Nawet jeżeli ta kobieta spotka w swoim życiu odpowiedzialnego mężczyznę, który przyjąłby ją i dziecko - nie mogą zostać małżeństwem, ponieważ ona jest żoną, a ślubowała... do końca, czyli śmierci jednego z nich. Tak "młoda" i szybko założona rodzina, często bez odpowiednich warunków mieszkaniowych, a bywa że i bez środków na utrzymanie, nie rokuje nadziei na prawidłowy rozwój; wręcz odwrotnie. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest oczekiwanie na urodzenie dziecka i poznawanie się bliżej. Decyzja o ewentualnym wspólnym życiu może dojrzewać. Dziecko może stać się "elementem" prawdziwie łączącym ich i wtedy - po podjęciu autentycznej decyzji (a także powrocie organizmu kobiety do pełni sił fizycznych i psychicznych) - można zawrzeć związek małżeński i stać się prawdziwą, pełną i odpowiedzialną rodziną. Reasumując, należy stwierdzić, że poczęcie dziecka przyspieszające tylko termin ślubu i ewentualnie zmieniające plany ludzi wcześniej zdecydowanych na zawarcie związku małżeńskiego nie stanowi dla tych ludzi (i dziecka) jakiegoś dramatu czy poważnych trudności. Natomiast w sytuacji, gdy poczęcie dziecka staje się pierwszym i jedynym argumentem do zawarcia związku małżeńskiego, zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że "decyzja" ta będzie chybiona, a szanse przetrwania małżeństwa nikłe (co potwierdza życie). Dalej idącym wnioskiem, wynikającym z powyższych rozważań, jest stwierdzenie, że na skalę czy charakter trudności znaczący wpływ mają warunki, w jakich zrodziła się decyzja o zawarciu związku małżeńskiego. Warunkiem podstawowym i zasadniczym winna być wzajemna miłość. Ale wiadomo, że często jest inaczej. Bywa, że motywacją do zawarcia związku małżeńskiego stają się: chęć usamodzielnienia się, obawa przed samotnością, miłość jednostronna, chęć zmiany środowiska, "nie wypada się wycofać", pożądanie (wybitna akceptacja walorów fizycznych), sugestie lub nacisk rodziny, możliwość zdobycia (powiększenia) zasobów materialnych. Jest oczywiste, że warunków, w jakich nastąpiła decyzja o zawarciu małżeństwa zmienić nie można, bo ona (decyzja) już miała miejsce. Chodzi raczej o to, aby mieć świadomość, że jeżeli czynnikiem decydującym był któryś z wymienionych czy podobnych warunków, to należy liczyć się z możliwością poważniejszych trudności szczególnie jeśli zabraknie warunku najważniejszego - miłości. Natomiast nie mogąc zmienić przyczyn tych trudności, przynajmniej należy łagodzić ich skutki. Oczekiwania związane ze współżyciem Znaczna część mężczyzn oczekuje, że małżeństwo rozwiąże czy ustawi w jakiś niekonfliktowy sposób problemy seksualne. I to oczekiwanie jest złudne. Ciągła bliskość małżonków powoduje naturalną dążność do współżycia, a zatem większą trudność rezygnacji z kontaktów małżeńskich, gdy jest to konieczne. Małżeństwo nie tylko nie rozwiązuje problemów, ale można stwierdzić, że rodzi nowe trudności związane z koniecznością kierowania swoją płodnością i rezygnacją ze współżycia w określonych sytuacjach (np. niedyspozycja, regulacja poczęć). Współżycie małżeńskie samo z siebie też może powodować znaczne trudności, przy czym nie dotyczą one - jak mogłoby się wydawać - praktycznej realizacji współżycia w małżeństwie, ile różnic w aktywności przed i po ślubie. Zatem trudności te dotyczą tych małżonków, którzy podejmowali współżycie przed ślubem. Ma to swoje uzasadnienie biologiczne. W normalnie rozwijającej się psychice kobiecej istnieje ogromna potrzeba i pragnienie czułości, opieki, poczucia bezpieczeństwa, bliskości. Nie ma natomiast potrzeby realizacji (praktycznej) współżycia. Te pragnienia zaspokajane w różnoraki sposób (bez udziału współżycia) potrafią kobietę w pełni usatysfakcjonować. Każda kobieta posiada zakodowany w sobie pewien mechanizm obronny, którym jest lęk przed współżyciem. Akt płciowy dokonuje się w niej, ona niejako udostępnia swoje "terytorium", zawsze bierze pod uwagę możliwość poczęcia dziecka (nawet przy antykoncepcji - zawodność), ciąży i porodu. Ponadto współżycie przedmałżeńskie nie gwarantuje pełnego komfortu psychicznego tak niezbędnego dla psychiki kobiety, dla właściwego przeżycia zbliżenia. Współżycie to zawsze niesie w sobie konflikt z sumieniem, często z przyjętymi zasadami, a także obawę przed poczęciem dziecka. Kobieta wie natomiast (albo się dowiaduje), że dla mężczyzny współżycie odgrywa znacznie większą rolę niż dla niej. Mężczyzna domaga się w sposób bezpośredni lub pośredni współżycia, namawia, przekonuje lub też daje znać, że mu na tym bardzo zależy. Kobieta - mimo że to nie wynika z jej naturalnych potrzeb - nie chcąc chłopaka zrazić lub utracić, zgadza się na podjęcie współżycia. Powstaje więc mechanizm, który można określić mianem "przymusu sytuacyjnego". Inaczej mówiąc, sytuacja spowodowała (wymusiła) zgodę kobiety na kontakt fizyczny. Jest to jednak niezgodne z jej naturą. Sprawia to, że podejmując współżycie przedmałżeńskie, w systemie psychicznym kobiety tworzy się (bez jej udziału i świadomości) sprzeciw natury, której to naturze narzucono działanie wyraźnie jej przeszkadzające. "Wdrukowuje się" informacja, że współżycie jest koniecznością (przymus sytuacyjny), zostaje zakodowany sygnał niechęci psychiki do podejmowania tych działań. Ale jest to niezauważalne, ponieważ dominuje ów "przymus sytuacyjny", który niejako szczelnie zakrywa wszelkie "przeciwności". U mężczyzny tworzy się w tym czasie nawyk nieograniczonego współżycia wtedy, kiedy ma na to ochotę, jako że kobieta z zasady (po podjęciu współżycia przedmałżeńskiego) nie odmawia tych kontaktów przed ślubem. W takiej atmosferze wchodzą w małżeństwo. Sytuacja ulega nagle radykalnej zmianie: w psychice kobiety ginie ów "przymus sytuacyjny". Współżycie, będące przywilejem małżeństwa, winno być teraz realizowane w atmosferze pełnego komfortu, natomiast w psychice kobiety pozostał zakodowany wcześniej negatywny sygnał łączący współżycie z niechęcią. Żona ze zdziwieniem zauważa, że pojawia się u niej niechęć do podejmowania kontaktów. Dąży zatem przynajmniej do ograniczenia ich częstotliwości. Natomiast mąż oczekujący, że w małżeństwie współżycie będzie bardziej aktywne, natrafia na mur niechęci ze strony żony, u której pojawia się swoista "oziębłość płciowa". Do tego dochodzi niekiedy obawa przed nieplanowanym poczęciem dziecka. Sytuacja taka prowadzi do bardzo poważnych konfliktów. Narzeczeni winni mieć świadomość, że podejmując współżycie przedmałżeńskie - poza poważnym wykroczeniem moralnym - narażają się na kłopoty związane ze współżyciem w małżeństwie. Przeżywanie własnej płciowości Źródłem głębokiej frustracji w małżeństwie może być niewłaściwe przeżywanie własnej płciowości. Kobiety. Znaczna część kobiet niechętnie odnosi się do własnej płci, nie akceptuje swojej kobiecości. W zdecydowanej formie niechęć ta występuje u ok. 30% kobiet, a dalszych 20% zaledwie swą płeć toleruje. Taka postawa frustruje mężczyznę, który chciałby kochać kobietę, w sytuacji kiedy ona nie chce być kobietą. Unika ona lub z trudem podejmuje czynności czy zadania, w których nie można jej zastąpić. Takim zadaniem jest macierzyństwo. Do współżycia podchodzi z niechęcią, podobnie jak do wszystkiego, co charakteryzuje kobiecość. Kobieta nie znajdująca oparcia i uznania u innych, nie mająca określonego adresata swoich działań - osób, dla których mogłaby się poświęcić, a w małżeństwie - męża i dzieci, nie czuje się spełniona. Ta znana prawda nie pasuje do lansowanego przez media modelu "kobiety wyzwolonej", "kobiety biznesu", "kobiety niezależnej" za wszelką cenę chcącej dorównać mężczyznom w osiągnięciach zawodowych lub ich prześcignąć. Ale kobiecie żyjącej według takiego modelu czegoś brakuje. Musi brakować, bo taki właśnie styl życia kobiety jest przeciwny jej naturze, jej potrzebom i oczekiwaniom psychicznym. Niektóre pisma kobiece podjęły rozpaczliwą kampanię "dowartościowania" tych kobiet, proponując im drogie stroje i kosmetyki, nieustającą troskę o wygląd, figurę i formę, opanowanie sztuki uwodzenia mężczyzn czy... przelotne znajomości. Ale taki styl życia nie daje szczęścia, dlatego, że uniemożliwia nawiązywanie trwałych kontaktów, co potwierdza życie i co kobiety te zauważają. Wiedzą, że nie są pożądanym przez mężczyzn "modelem" żony, że "wyzwolenie, biznes, niezależność" odstrasza, że mogą liczyć tylko na znajomości okazyjne i niewiążące, a zatem nietrwałe. Naturalne potrzeby kobiety są inne, a natury oszukać się nie da. Mężczyźni. Mężczyźni w zasadzie akceptują swoją płeć, natomiast często występują tu zaburzenia identyfikacji psychoseksualnej. Dla takiego człowieka, doznania seksualne mogą stać się potrzebą ze względu na pragnienie potwierdzenia swojej męskości przez działania seksualne. Dla wielu mężczyzn męskość mierzy się i ocenia właśnie działalnością seksualną. Postawa "sprawdzania się" zostaje niekiedy wniesiona z doświadczeń wcześniejszych do małżeństwa. Takie podejście mężczyzny do kontaktów małżeńskich bywa powodem frustracji żony, która oczekuje we współżyciu wyrazu miłości, jedności i więzi, a nie doznań. Na pewno nie jest dla niej interesujące służenie za "sprawdzian męskości" swojego męża. Próby wyjścia Co można zrobić, aby opisane wyżej trudności nie spowodowały nawarstwienia się i w konsekwencji konfliktów lub nawet kryzysów w małżeństwie? Czy istnieją jakieś możliwości rozwiązania problemów? Poniżej przedstawiono pewne propozycje mogące ułatwić rozwikłanie zaistniałych problemów. W zakresie nie spełnionych oczekiwań: nie "rozliczać" współmałżonka i najbliższych z nie spełnionych oczekiwań, bo to nie jest ich wina, obniżyć "poprzeczkę" jaką postawiono drugiej osobie w swoich oczekiwaniach; może te wymagania ich przerastają i mimo najlepszych chęci nie potrafią im sprostać, być tolerancyjnym dla niedoskonałości, słabości i wad współmałżonka, mając świadomość że my też nie jesteśmy ich pozbawieni, więcej dawać, a mniej oczekiwać; miłość to "dawanie" (czasu, siły, siebie...), pamiętać, że wchodzi się w małżeństwo z bagażem wieloletnich przyzwyczajeń, które - jak się często mówi - "są drugą naturą człowieka"; do zmiany ich potrzeba sporo czasu, a to wymaga cierpliwości drugiej osoby. W zakresie akceptacji swojej płci - najważniejszą sprawą jest zaakceptowanie siebie całego takim, jakim się jest; trzeba "pokochać siebie". Na marginesie tego zagadnienia warto zwrócić uwagę, że dążenie do dorównania modelom telewizyjnym czy gazetowym jest z góry skazane na niepowodzenie. I tak być musi, bo sugerowanie przez media, że prezentowany model czy modelka jest osiągalnym "standardem" jest wielkim oszustwem, jako że taki model jest wybranym spośród setek. Należy stworzyć swój "jedyny, niepowtarzalny" ale osiągalny styl i zaakceptować go, szanując wartości, jakie posiada się i jakie wnosi się w otoczenie. W zakresie współżycia małżeńskiego - nigdy nie może być ono nastawione na intensywność doznań. Współżycie jest wyrazem miłości, wierności i jedności małżeńskiej, jest "dawaniem" siebie drugiej osobie, jest wyrazem daru z siebie. Z tego jasno wynika, że szukanie we współżyciu przyjemności dla siebie czy innych swoich celów jest sprzeczne z ideą współżycia małżeńskiego, jest działaniem egoistycznym, a zatem przeciwnym miłości. II. 3. TRUDNOŚCI "ZEWNĘTRZNE" Tym określeniem objęto trudności, których przyczyny występują niejako poza samymi małżonkami, na które nie mają wpływu albo mają wpływ w niewielkim stopniu. Dotychczas omawiane trudności zamykały się w obrębie danego małżeństwa; rozwiązanie ich było możliwe przez samych zainteresowanych i zależało w dużej mierze od ich dobrej woli. W niniejszym rozdziale podjęto próbę przeanalizowania podstawowych trudności wynikających z przyczyn od małżonków niezależnych, a co gorsze - trudności najczęściej niemożliwych do rozwiązania własnymi siłami. Do najważniejszych należą: warunki ekonomiczne, warunki mieszkaniowe. Warunki ekonomiczne Bardzo ważny wpływ na właściwą egzystencję małżeństwa, a zatem także na atmosferę panującą w tej wspólnocie mają warunki materialne i socjalne, w jakich małżeństwo się rozwija. Warunki materialne to źródło utrzymania - stała i możliwie pewna praca dająca określony, godziwy zarobek, natomiast warunki socjalne to głównie mieszkanie. Zdziwienie, oburzenie i wreszcie niepokój musi budzić decyzja o założeniu rodziny przez ludzi nie mających stałych środków utrzymania. Jeżeli z jakichkolwiek powodów nie posiada się własnych środków utrzymania, nie można zakładać rodziny! Małżeństwo nie może być wspólnotą będącą na utrzymaniu, np. rodziców, bo taka sytuacja jest współcześnie patologią rodziny. W dawniejszych czasach, kiedy małżeństwo było częścią, ogniwem większej wspólnoty zwanej rodem, normalną rzeczą było utrzymywanie się ze wspólnych zasobów należących do rodu. Jednak brak autonomii i samodzielności ówczesnych małżeństw źle wpływał na ich rozwój, co potwierdza historia. Jeżeli współczesne małżeństwo żyje na utrzymaniu rodziców, musi liczyć się z możliwością ingerencji w ich życie tych, którzy płacą na utrzymanie, bo będą się czuli upoważnieni do kontrolowania wydatków. Małżeństwo to będzie pozbawione tożsamości. Nie można pomocy rodziców mylić z utrzymaniem. Rodzice starają się w najróżniejszy sposób pomagać młodym małżonkom świadomi tego, że ich potrzeby związane z "urządzaniem się" są w tym okresie duże. Pomoc rodziców w miarę ich możliwości w jakiejkolwiek formie jest naturalnym odruchem i zawsze winna być przez "młodych" przyjmowana z wdzięcznością. Ale pomoc tym się różni od utrzymania, że nie jest koniecznością rodziców, realizowaną w określonej wysokości i w sposób ciągły. Istnieje powiedzenie, iż "pieniądze szczęścia nie dają" i mimo, że jest to prawdą, to również prawdziwe jest stwierdzenie, że "bez nich żyć się nie da". Szczególnie w początkowym okresie małżeństwa, kiedy potrzeby znacznie przekraczają możliwości, bardzo ważna okazuje się umiejętność gospodarowania tym, co się posiada. Dla uniknięcia rozczarowań i frustracji ważna jest świadomość, że do urządzenia się na odpowiednim poziomie najczęściej dochodzi się przez wiele lat. I to młode małżeństwo, teraz borykające się w sposób szczególny z trudnościami finansowymi, żyjące skromnie, też urządzi się ale to wymaga czasu. Taki porządek rzeczy jest powszechny i naturalny. Wielokrotnie stwierdzano, że mozolne zdobywanie określonych dóbr własną pracą daje bardzo dużo satysfakcji i radości. Natomiast najważniejsze jest posiadanie stałego źródła utrzymania. Warunki mieszkaniowe Drugim poważnym powodem trudności "zewnętrznych" są warunki mieszkaniowe młodych małżonków. Byłoby idealnie, gdyby młodzi ludzie rozpoczynali życie w małżeństwie w swoim mieszkaniu. Tak byłoby najlepiej, ale rzeczywistość jest bardziej brutalna. Zdecydowana większość małżonków rozpoczyna życie małżeńskie u boku rodziców. Sytuacja taka często bywa jedynym wyjściem i chociaż zostaje akceptowana przez obydwie strony, może być (i niestety często jest) powodem nieporozumień, niezgody, a niekiedy nawet poważnych konfliktów między rodzicami a "młodymi". Można wspólnie zamieszkać w "jej" rodzinie lub w "jego" - z rodzicami i ewentualnie rodzeństwem. Najczęściej małżonkowie nie mają wyboru, z którą rodziną zamieszkają, ponieważ jest tylko taka określona możliwość. Należy jednak zauważyć, że mieszkanie "u niej" czy "u niego" stwarza różne relacje, a tym samym inne problemy, na które warto zwrócić uwagę. Świadomość możliwości wystąpienia określonych sytuacji daje szansę zapobiegania lub złagodzenia napięć i ich skutków. Chociaż zamieszkanie z jedną czy drugą rodziną niesie w sobie możliwość konfliktów, to jednak zamieszkiwanie z "jej" rodziną stwarza mniejsze ryzyko. Spróbujmy to uzasadnić. Używając bardzo uproszczonej oceny wspólnego życia dwojga rodzin można przyjąć, że najczęstszym źródłem nieporozumień są miejsca wspólnie używane, a do takich należą: łazienka i kuchnia. Jakkolwiek w kwestii łazienki chodzi głównie o termin i długość czasu jej "używania", tak w kuchni nieuniknione są spotkania domowników. Warunki panujące w jednej kuchni utrudniają prowadzenie osobnych "gospodarstw" obydwóch rodzin. Niektóre rodziny rozwiązują to wspólnym przygotowaniem obiadu, natomiast samodzielnym organizowaniem pozostałych posiłków. Spotkania w kuchni matki z córką (już w roli "pani domu") zwykle nie wnoszą więcej konfliktów niż ich było przed ślubem, a wręcz odwrotnie. Jest może więcej życzliwych uwag i porad, jest też przyjęcie przez córkę większej niż poprzednio części obowiązków związanych ze wspólnym prowadzeniem domu. Praktycznie kontakty między zamieszkującymi rodzinami ograniczać się mogą tylko do tych spotkań. Jeżeli są one poprawne, to i atmosfera tam panująca jest właściwa. Zięć powinien się "wpisać" w życie rodziny, do której wchodzi, pamiętając że i w tej rodzinie - jak w każdej innej - istnieją już od wielu lat przyjęte zwyczaje i jego wejście nie powinno ich burzyć. Istnieje co prawda ryzyko konfliktów spowodowanych pojawieniem się drugiej "głowy rodziny" i koniecznością określenia terytorium jej działania. Może to być trudne dla teścia, który być może do tego czasu sam o wszystkim decydował. Jednak doświadczenie wykazuje, że nie są to sytuacje częste. Powstanie drugiej rodziny i wspólne zamieszkanie zawsze powodują pewne zamieszanie, ale jeżeli jest to w "jej" rodzinie i przy dobrej woli zainteresowanych można je zminimalizować. W analogicznej sytuacji, zamieszkanie młodego małżeństwa w domu męża, niesie dla żony trudności "wpisania się" w ten dom i większe ryzyko konfliktów z... teściową. Nie ulega wątpliwości, że sytuacja synowej w domu teściów jest znacznie trudniejsza niż zięcia w domu teściów. Do konieczności wspólnego dzielenia zadań i spotkań w kuchni, różnej organizacji i mniejszej wprawie w pracach domowych, trudności "poruszania się po nowej kuchni" dochodzi często (nawet nieuświadomiona) niechęć teściowej do synowej, w której widzi ona "rywalkę" o względy jej syna. Z badań psychologicznych oraz doświadczeń życiowych wynika, że bardzo częstym zjawiskiem jest "zazdrość" matki o względy i zainteresowanie syna. Relacja matki do syna pod względem natężenia i powszechności jest specyficzna i nie znajduje porównania z innymi relacjami. W omawianej sytuacji mieszkaniowej bardzo ważna jest rola i stanowisko, jakie przyjmuje młody małżonek względem żony i względem matki. Sprawą najważniejszą jest to, aby we wszystkich sprawach, a szczególnie większych czy mniejszych nieporozumieniach, mąż zawsze brał stronę żony. Brak zdecydowanego stanowiska z jego strony w tej kwestii może spowodować powstanie "obozu rodzinnego" przeciw młodej mężatce, czego ona najczęściej długo nie wytrzyma. W przypadku nawet drobnych nieporozumień między żoną i matką czy jakichkolwiek uwag, wyraźne opowiedzenie się po stronie żony może uświadomić "zazdrosnej" matce, że nie akceptując synowej, "straci" definitywnie syna, wywołując jego niechęć, a nawet wrogość. Wyjściem z tego jest zaakceptowanie synowej. Chociaż niewłaściwe relacje "chorobliwego" przywiązania matki do syna nie są jedynymi, jakie występują, to skala zła, które mogą wyrządzić młodemu małżeństwu jest tak duża, że warto temu zagadnieniu poświęcić więcej uwagi. Są mi znane cztery bolesne przypadki, kiedy relacje matki do syna, jej "małpia" miłość i zazdrość oraz ciągłe "zatruwanie życia" synowej pod pretekstem dobra dla syna, spowodowały rozbicie tych małżeństw. Trzy z nich się niestety rozeszły, czwartej też to grozi. Pamiętam szokujące słowa wypowiedziane do męża przez jedną z żon "(...) wiesz, że do ciebie mam tylko jedną pretensję, że nie potrafisz się oderwać od swojej matki, a ona robi wszystko żeby cię oderwać od nas. Wiesz dobrze, że cię kocham, ale ja tak żyć nie mogę. Chcesz, abyśmy byli normalną rodziną, ja też tego chcę, ale to jest możliwe dopiero wtedy, gdy twoja matka umrze...". Przerażające słowa psychicznie wyczerpanej kobiety. Inne małżeństwo dziewiętnaście lat po rozwodzie i pół roku po śmierci matki zaczęło się ponownie spotykać (chociaż dziecko zawsze miało kontakt z obydwojgiem rodziców) i jest duża szansa na stworzenie normalnej rodziny i wspólne życie. Skala zagrożenia jest duża. Wyraźny jest też powód. Młody mężczyzna, który nie potrafi oderwać się od matki, "odciąć pępowiny", mieć swoje zdanie, podjąć odpowiedzialności za żonę i dzieci i uświadomić sobie, że w jego życiu one są najważniejsze, taki człowiek nie jest dojrzały do małżeństwa i jeżeli założy rodzinę, będzie to wielkim błędem. Człowiek uzależniony nie potrafi sobą dysponować, a w tym wypadku jest "uzależniony" od matki, jeżeli nie w sensie fizycznym to psychicznym. Pismo św. wyraźnie mówi: "(...) opuści (...) ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną ..." (Mk 10,7-8), a "opuszczenie" to dotyczy głównie sfery psychicznej. "Oderwanie się" jest najczęściej utrudnione ze względu na zachowanie matki, manifestowanie zaborczej, nierozumnej miłości, wciskanie się w życie młodego małżeństwa, okazywanie niechęci do synowej, wytykanie jej wad, błędów itp. W takich relacjach młody małżonek często "odciągany" jest przez matkę od swojej rodziny pod pozorem konieczności przyjścia do samotnej, stęsknionej, "chorej" matki, aby jej dotrzymać towarzystwa, pocieszyć, porozmawiać, pomóc... Oczywiście założenie własnej rodziny nie zwalnia od obowiązku opieki nad rodzicami, jeżeli jest to potrzebne i uzasadnione. A granica konieczności i uzasadnienia jest wyraźna, szczególnie dla wrażliwego, ale trzeźwo patrzącego dziecka. Kiedy granica ta jest bezzasadnie przekraczana ze szkodą dla reszty rodziny, syn może i powinien odpowiedzieć "(...) nie, to nie jest konieczne, natomiast moja obecność jest konieczna przy żonie (i dzieciach)". Na szczęście nie jest to jedyny rodzaj relacji między matką a synem i synową. Znane są nierzadkie przypadki wspaniałych i mądrych stosunków między matką a synem, a także autentycznych, pełnych sympatii relacji między tymi dwiema - tak ważnymi w życiu mężczyzny - kobietami, z których najważniejszą od dnia ślubu jest żona. Trudności "zewnętrznych" jest wiele. Tu ograniczono się jedynie do najważniejszych. Specyfiką tych trudności jest niemożliwość ich rozwiązania. Nie mając większego wpływu na zmianę (przynajmniej aktualnie) istniejącego stanu rzeczy i określonych sytuacji powodujących trudności, warto przynajmniej nabrać do nich odpowiedniego dystansu i starać się łagodzić ich skutki. opr. mg/ab
PolkaZKrwiIKosci Dołączył: 2018-12-26 Miasto: Oslo Liczba postów: 57 28 grudnia 2018, 18:07 Jesteśmy z mężem parą od 8 lat, małżeństwem od 4. Od dłuższego czasu układało się nam coraz gorzej, kłótnie były gwałtowniejsze, padały przykre słowa... Próbowałam ratować ten związek namawiając męża na terapię dla par, ale po kilku spotkaniach daliśmy sobie spokój, psycholog był beznadziejny, wizyty kosztowały majątek. Wczoraj znów się pokłóciliśmy, ale tym razem mąż powiedział coś, co bardzo, ale to bardzo mocno mnie zraniło. I myślę, że on doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Nie wyobrażam sobie wrócić do porządku dziennego po takich słowach, zresztą on nigdy nie przeprasza tylko wiecznie się obraża i to zawsze za przełamywałam barierę po kłótni. Mówi się, że granica między miłością a nienawiścią jest cienka, czy tutaj mąż już ją przekroczył? PS. Żeby nie było, ja też święta nie jestem i swoje potrafię powiedzieć. .alicja. 28 grudnia 2018, 18:12 mogl przekroczyc granice szacunku do drugiej osoby. a z ta nienawiscia to pytasz na forum czy twoj maz cie nienawidzi? nawet nie wiemy co powiedzial, skad mamy wiedziec PolkaZKrwiIKosci Dołączył: 2018-12-26 Miasto: Oslo Liczba postów: 57 28 grudnia 2018, 18:17 mogl przekroczyc granice szacunku do drugiej osoby. a z ta nienawiscia to pytasz na forum czy twoj maz cie nienawidzi? nawet nie wiemy co powiedzial, skad mamy wiedziecCóż, jego słowa chyba nie nadają się do cytowania. Zaczął od nazwania mnie idiotką, następnie pojebanym zjebusem, na koniec dodał "idź strzel sobie w łeb". W międzyczasie wypomniałam mu też, że od roku nie kochaliśmy się (tak, a nawet więcej niż rok, za każdym razem, kiedy próbowałam coś zainicjować byłam spławiana) to mi odpowiedział "No i dobrze. Nie mogę na ciebie patrzeć i nie pociągasz mnie już".Chodzi o to, że na począku znajomości ustaliliśmy zasady, że jak się kłócimy to z szacunkiem i bez wyzwisk. Tak jak wspomniałam, kłtnie były co raz gorsze, ale mąż pierwszy raz tak mnie zwyzywał i powiedział tak okropne rzeczy.... opani Dołączył: 2014-03-23 Miasto: warszawa Liczba postów: 2137 28 grudnia 2018, 18:35 yyy rok bez seksu z mezem ? serio .i On nie chce to dziwne bardzo ,zaniedbałas sie? nie znamy twojego meza nie wiemy jak to wyglada ,trudna osądzac,ale brak checi sypiania ze zwoja zona ponad rok -o czyms swiadczy PolkaZKrwiIKosci Dołączył: 2018-12-26 Miasto: Oslo Liczba postów: 57 28 grudnia 2018, 18:39 opani napisał(a):yyy rok bez seksu z mezem ? serio .i On nie chce to dziwne bardzo ,zaniedbałas sie? nie znamy twojego meza nie wiemy jak to wyglada ,trudna osądzac,ale brak checi sypiania ze zwoja zona ponad rok -o czyms swiadczyCóż, miss Polski na pewno nie zostanę, ale jestem normalna jeśli chodzi o budowę ciała. W międzyczasie byłam w ciąży (urodziłam w czerwcu). W ciąży przytyłam 23kg, ale już niemal schudłam do wagi wyjściowej. Problemy z seksem pojawiły się jeszcze przed ciążą (współżyliśmy raz na 3 mce, tak jak napisałam - z mojej inicjatywy), dziecko było wpadką. Dołączył: 2016-01-03 Miasto: Łódź Liczba postów: 34 28 grudnia 2018, 18:53 Te teksty, które probówałaś zacytować niestety ale są u mnie w kłótni na porządku dziennym. Jestem człowiekiem, który pod wpływem negatywnych emocji wybucha i tnie słowami każdego dookoła. W 99% przypadków - nigdy tak nie myślę. Po prostu chcę mieć święty spokój, atmosfera doprowadza mnie do szału co powoduje, że wydobywam natłok słów, które niekoniecznie są przyjemne ale również niekoniecznie "prawdziwe". Nie pochwalam tego, ale wiesz .. nikt nie jest idealny. 28 grudnia 2018, 19:23 Rok bez seksu w małżeństwie?? Myślę, że nie w jego przypadku... Analizowanie słów, które ktoś wyrzuca z siebie w złości, jest bez sensu. Wielu osobom się to zdarza i żadne wcześniejsze ustalenia nic tu nie zmienią. Znajdźcie innego terapeutę dla par. Jak jeszcze raz próby przegadania problemów nie wypalą, rozstańcie się. Może separacja da wam potrzebny czas na przemyślenia. Czasem tak jest łatwiej. Kto wie, może rozłąka spowoduje, że się znowu pochylicie nad waszą relacją, a potem nawet zejdziecie (albo mądrze, bo już bardziej świadomie rozejdziecie)? Obie drogi mają swoje zalety. Dołączył: 2018-12-28 Miasto: lublin Liczba postów: 7 28 grudnia 2018, 19:57 rok bez seksu :O ,napeawde cos nie halo ,miedzy wami jest Dołączył: 2018-08-18 Miasto: Gdańsk Liczba postów: 1389 28 grudnia 2018, 20:12 Sadcatt napisał(a):rok bez seksu :O ,napeawde cos nie halo ,miedzy wami jest Czy Ty to nowa sadcat? ;)Co do wątku: w kłótni różne rzeczy się mówi w złości. Bardziej martwi mnie częstotliwość współżycia.. Rozmawiacie wprost o swoim małżeństwie? Chcecie być ze sobą? Wasz związek jest mega zaniedbany ale raczej do odbudowania. Może powiedział Ci to co chciałaś usłyszeć (w jakimś sensie wymusiłaś takie słowa) a wcale tak nie myśli. Też jest taka byliscie na terapii, to chyba obojgu Wam zależy ale wypadałoby jakoś oczyścić atmosferę i zacząć jakby od nowa. Czasami dużo zależy od podejścia pary i nie zawsze w terapeucie tkwi problem. Dołączył: 2011-08-02 Miasto: Warszawa Liczba postów: 4300 28 grudnia 2018, 20:33 gosc ja masakrycznie zwyzywal i kazal jej isc sobie strzelic w leb , zonie i matce swojego dziecka a wy sie martwicie ze sie nie dziubdziaja od roku...... xd xd xduwielbiam vitalie.
Strona 1 z 1 [ Posty: 9 ] Masturbacja a przedwczesny wytrysk w małżeństwie Autor Wiadomość Dołączył(a): Pt cze 24, 2016 14:06Posty: 11 Masturbacja a przedwczesny wytrysk w małżeństwie Witajcie, to pierwszy mój post na masturbacji napisano wiele wątków i rozpraw. A jednak chyba nie jest zasadniczo potępiana jako grzech, nieważne, czy w małżeństwie czy poza jednak nie wydaje mi się taka mężczyzn cierpi na przedwczesny wytrysk (PW). Ja też. Od 3 lat pracuję nad tym tematem. Z żoną uczestniczyliśmy w spotkaniach z seksuologiem. Nic nie zostało mi narzucone, ale w ramach pracy nad kontrolą masturbacja była zalecana jako narzędzie do rozwiązania celu. Po konsultacji ze spowiednikiem nie zostało to uznane za grzech przez niego. Problem jednak pozostaje i pytanie co dalej. Częstotliwość współżycia z żoną jest niska, co powoduje duże napięcie i podniecenie u mnie nawet zanim do stosunku dojdzie, zanim wejdziemy do łóżka. Aby móc bardziej cieszyć się stosunkiem, nie czuć się kolejny raz sfrustrowanym kolejnym szybkim wytryskiem i móc skoncentrować się na zbliżeniu a nie na kontrolowaniu wytrysku zacząłem się masturbować przed stosunkiem. Do masturbacji w innym kontekście nie dochodzi (99%). Nie odczuwam ekscytacji na myśl o masturbacji, traktuję to jako swego rodzaju lekarstwo które teraz pytanie, czy to jest grzech? Osobiście, gdy to rozważam, poczucia grzechu nie mam (choć miałem na początku procesu obiekcje i wykluczałem tą metodę zwalczania PW), gdyż masturbuję sięnie dla przyjemności cielesnej, nie poza aktem małżeńskim, a w nakierowaniu/intencji poprawienia go i uczynienia satysfakcjonującym dla nas obojga. Ktoś pewnie uzna, że to wymówki i banialuki, ale kto nie miał problemu z PW ten nie wie jakie spustoszenie ten problem sieje. Dodam, że podczas masturbacji staram się kontrolować swoje myśli i kierować je na osobę żony; stram się też modlić przed tym (choć ktoś napisze, że to o niczym nie świadczy, bo żołnierze mordowali też z 'Gott mit uns' na ustach).Ciekaw jestem zatem waszego zdania. W Biblii nie ma zbyt wielu jednoznacznychodniesień do masturbacji. KKK też definiuje to w taki sposób, który nie daje odpoweidzi na moje pytanie."KKK 2352 Przez masturbację należy rozumieć dobrowolne pobudzanie narządów płciowych w celu uzyskania przyjemności cielesnej. "Zarówno Urząd Nauczycielski Kościoła wraz z niezmienną tradycją, jak i zmysł moralny chrześcijan stanowczo stwierdzają, że masturbacja jest aktem wewnętrznie i poważnie nieuporządkowanym". "Bez względu na świadomy i dobrowolny motyw użycie narządów płciowych poza prawidłowym współżyciem małżeńskim w sposób istotny sprzeciwia się ich celowości". Poszukuje się w niej przyjemności płciowej poza "relacją płciową, wymaganą przez porządek moralny, która urzeczywistnia «w kontekście prawdziwej miłości pełny sens wzajemnego oddawania się sobie i przekazywania życia ludzkiego»" (Kongregacja Nauki Wiary, dekl. Persona humana, 9)." Cz lis 15, 2018 14:44 Padre77 Dołączył(a): Pt maja 18, 2018 14:22Posty: 759 Re: Masturbacja a przedwczesny wytrysk w małżeństwie A dlaczego akurat masturbacja?A może by tak najpierw szybki numerek a potem już na spokojnie dla satysfakcji małżonki. Czy to nie wydaje się słuszniejsze i nie ma rozterek czy to jest w porządku? _________________"Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą" (Lk 16,31) Cz lis 15, 2018 15:00 Bruksel Dołączył(a): Pt cze 24, 2016 14:06Posty: 11 Re: Masturbacja a przedwczesny wytrysk w małżeństwie Padre77, dlatego, że żona nie byłaby zainteresowana raczej taką opcją (weź pod uwagę także, że niskie libido żony - o czym pisałem, jest przyczyną niskiej częstotliwości współżycia i takie 'podwójne numerki' szybkie numerki nie wchodziły dotąd w grę), a co ważniejsze ja sam nie jestem królikiem i potrzebuję czasu między jednym, a drugim stosunkiem. Nie wydaje Ci sie poza tym, że to jednak trochę przedmiotowe traktowanie żony - najpierw jako płachty na byka, by potem ewentualnie zaznać rozkoszy? Mam jakiś opór w tej materii. Mastrubuję się na godzinę, dwie przed stosunkiem. Co do braku rozterek moralnych w przypadku 'szybkiego numerka' to jednak one występują. Poza tym kojarzy mi się to z faryzeizmem i hipokryzją - tak wolno się rozładować, a tak nie. Być może się mylę, dopuszczam taką opcję, ale jak napisałem - masturbacja jest dla mnie ukierunkowana na nasze zbliżenie i jego tym, zamiast zainteresowania innymi rozwiązaniami ciekaw jestem raczej Waszej opinii na masturbację a PW. Z takich czy innych względów (nie da się opisać całości złożonej sytuacji małżeńskiej) po kilku latach borykania się z tym problemem w mojej sytuacji to wydaje mi się najskuteczniejszym środkiem. Cz lis 15, 2018 15:12 subadam Dołączył(a): Śr kwi 26, 2017 15:16Posty: 2033 Re: Masturbacja a przedwczesny wytrysk w małżeństwie Nie bardzo widze cel pytania na katolickim odpowiedza ci zgodnie z wykladnia Kosciola, niekatolicy ( jak ja ) odpowiedza ze uznanie masturbacji za grzech jest piramidalna do papieza Franciszka, ciekawe co on by ci Urzad Nauczycielski Kosciola oczywiscie podtrzyma wykladnie. Cz lis 15, 2018 15:41 Bruksel Dołączył(a): Pt cze 24, 2016 14:06Posty: 11 Re: Masturbacja a przedwczesny wytrysk w małżeństwie subadam napisał(a):Nie bardzo widze cel pytania na katolickim odpowiedza ci zgodnie z wykladnia Kosciola, niekatolicy ( jak ja ) odpowiedza ze uznanie masturbacji za grzech jest piramidalna do papieza Franciszka, ciekawe co on by ci Urzad Nauczycielski Kosciola oczywiscie podtrzyma wykladnie. Jestem katolikiem, dlatego pytam tutaj. Co do tego jak odpowiedzą mi katolicy, to jestem przekonany/mam nadzieję, że są i tacy, z którymi można w otwarty sposób porozmawiać. Traktuję to jako część procesu dochodzenia do odpowiedzi zgodnej z moim sumieniem i moim rozumkiem. Zawsze warto rozmawiać, można się przypadkiem czegoś ciekawego ile wiem, Urząd Nauczycielski nigdy się w tej sprawie nie wypowiadał, więc warto szukać. Cz lis 15, 2018 15:45 nokia Dołączył(a): Śr mar 14, 2012 0:15Posty: 473 Re: Masturbacja a przedwczesny wytrysk w małżeństwie Niskie libido zony moze byc wpowodowane ze jej nir zaspokajasz, nie ma odpowiednio dlugiej gry wstepnej itd. Nad tym popracuj zamiast szujac usprawiedliwien dla swojego grzechu masturbacji. O ile wiem to masturbowanie tylko poglebia problem przedwczesnegonwytrysku _________________„Nie to jest miłością co czujesz, a to co postanawiasz.” Pn lis 19, 2018 13:18 subadam Dołączył(a): Śr kwi 26, 2017 15:16Posty: 2033 Re: Masturbacja a przedwczesny wytrysk w małżeństwie To teoria, ale chyba cudem ma to dzialac ?Natomiast prawda jest ze skupienie sie na zaspokojeniu zony pomoze z wczesniejszym wytryskiem. Pn lis 19, 2018 16:46 Palmer Dołączył(a): Śr paź 24, 2018 11:32Posty: 433 Re: Masturbacja a przedwczesny wytrysk w małżeństwie subadam napisał(a):niekatolicy ( jak ja ) odpowiedza ze uznanie masturbacji za grzech jest piramidalna muszę spytać: ile masz lat, że piszesz o tym w ten sposób? Piramidalna bzdura? Dlaczego? Śr lis 21, 2018 3:45 Mrs_Hadley Moderator Dołączył(a): So sty 03, 2015 12:30Posty: 1813 Re: Masturbacja a przedwczesny wytrysk w małżeństwie Pierwsze zdanie Twojego wstępniaka mija się z prawdą, gdyż Twój pierwszy post na forum wysłałeś dnia... 24 cze 2016 13:28. Mam wątpliwości, czy faktycznie od 3 lat pracujesz nad tematem i co w ogóle należy przez to rozumieć, ponieważ z Twojego forumowego pamiętnika wynika, że z problemem zmagasz się już ... 11 lat. Nie wnikam, jakie bariery komunikacyjne spowodowały, że dopiero od trzech lat pracujecie nad tym, ale weź pod uwagę, że być może przyczyn Waszych łóżkowych kłopotów należałoby szukać głębiej i nie sam PW jest tu problemem, ale raczej jest konsekwencją pewnych zaniedbań różnych poziomów Waszej relacji. Po niespełna 2 latach, wracasz do tematu, który wówczas poruszyłeś w wątku istniejącym (tam też rozpocząłeś swoją forumową przygodę: Jestem w stanie uwierzyć, że od wielu lat masz problemy małżeńskie, ale forum nie zastąpi konfesjonału, to do spowiednika należy ocena sytuacji i decyzja, czy w Twoim przypadku można dać rozgrzeszenie, czy jednak nie. Jeżeli miałeś/masz nadal wątpliwości, wróć do konfesjonału i rozwiej swoje wątpliwości. Tutaj nie będziemy podważać słów księdza, ani kontynuować dyskusji rozpoczętej równolegle do wątku już istniejącego (Reg. § II, pkt. 11). W związku z powyższym temat zamykam i przyznaję ostrzeżenie. _________________Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg. 1 Kor 3, 7 Śr lis 21, 2018 20:57 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Strona 1 z 1 [ Posty: 9 ] Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników